Uff! Od dwóch dni nie pada! Dopiero teraz poczułam, że mamy maj. W dodatku koniec maja. Tak jak myślałam, prezentację skończyłam dopiero dziś. :/ Nie pomyliłam się nawet o jeden dzień we wcześniejszych spekulacjach. No, ale i tak jestem z siebie dumna :) Teraz pozostało mi się jeszcze nauczyć trzech stron tekstu, co zrobię zapewne jutro i w poniedziałek po godzinie 16:00 z szeroko otwartymi ramionami powitam tak długo wyczekiwaną czteromiesięczną wolność! Wreszcie będę mogła robić coś sensownego. Wreszcie będę mogła bez wyrzutów sumienia siąść i cały dzień spędzić na balkonie w książką w ręku. Mmm... Chyba czuję, że powracam do świata żywych.
Tym razem łatwiej było mi też przejść do porządku dziennego po zeszłotygodniowym telefonie pewnego mężczyzny. Pozbieranie się zajęło mi znacznie mniej niż tydzień. Chyba już jednak nie zostało nic z moich dawnych uczuć do niego. Nie myślałam, że to kiedyś powiem, ale chyba dobrze, że właśnie tak się to wszystko potoczyło. Przyznaję, ten rok był dla mnie dość trudny, ale i w tym przypadku sprawdziło się ludowe porzekadło głoszące, że "co nas nie zabije, to nas wzmocni". Nie mam już żalu ani do siebie, ani do niego. Widać tak musiało być. Nie wiem jednak, czy byłabym gotowa na kolejne spotkanie z nim, po roku... Sądzę, że byłoby to tylko rozdrapywanie starych ran. Choć jestem o wiele silniejsza to myślę, że mogłoby to jeszcze zaboleć...
Zupa z kukurydzy, ziemniaków i jabłek
11 lat temu